Wycieczka do Wąchocka

O białych braciach co zamknęli Wąchock w romańskiej ozdobie

Malownicza dolina rzeki Kamiennej, lesiste Góry Świętokrzyskie, zagłębie modlitewne, miejsce, do którego zmierzają współcześni pątnicy i wielbiciele sztuki. Północno - wschodnia część województwa świętokrzyskiego może poszczycić się nie lada dziedzictwem, ponad 1000 – letnia historia klasztoru pobenedyktyńskiego na Świętym Krzyżu, niewiele młodsze Opactwo Cysterskie w Wąchocku to nie tylko bastiony chrystianizacji, ale także perły architektury sakralnej. Świętokrzyska ziemia, kryjące owe skarby, to kraina postępu, legend i ciekawostek.

Od ochoczka do Wąchocka
          Puszcza pełna zwierzyny, w rozlewiskach kapryśnej rzeki mnóstwo ryb i wodnego ptactwa, nic dziwnego, że tereny dzisiejszego Wąchocka stały się idealnym miejscem dla, przybywających tu przed wiekami, grup osadników. To im matka rzeka ma zawdzięczać swoją nazwę, oni bowiem od skalistego dna nazywać ją mają Kamienną. Ubogie rolniczo tereny okazały się mineralnym rajem, a bogactwo hematytu i krzemienia stało się podstawą przemysłu – produkowano m.in. narzędzia i groty do strzał. Mimo zacięcia produkcyjnego, głównym źródłem utrzymania ówczesnych mieszkańców było jednak myślistwo i łowiectwo, stąd też ma pochodzić nazwa Wąchocka. A przynajmniej tak mówi jedna z wersji; polowanie tłumaczono jako ochoczko, iść na polowanie – iść w ochoczko, później uproszczono to do zwrotu " iść w wąchoczko", aż z ochoczka i wąchoczka powstał w końcu Wąchock.
Pamiętajmy jednak, że ilu przewodników świętokrzyskich tyle wersji, a każda ciekawa. A zatem są tacy, którzy powstanie nazwy Wąchock upatrują w słowie wąchód, znaczącym tyle co przesmyk, przejście, prawdopodobnie przez rzekę.
To jeszcze nie to?
        To może łowy Bolesława Chrobrego i królewicza węgierskiego Emeryka? Powiada się, że pędzące w stronę Łysogór orszaki dotarły w końcu do lasów doliny Kamiennej i tu właśnie królewskie i książęce ogary wywąchać miały legendarnego świętego jelenia. Tego, który sprowadzał szczęście i bogactwo na każdego, kto się na niego natknął. Niektórzy przewodnicy świętokrzyscy (ja) powiadają, że to na pamiątkę tego wydarzenia osadzie, w okolicy której się to stało, nadano miano Wąchocka.

Roku pańskiego 1179
        Wąchock to takie miejsce na mapie województwa świętokrzyskiego, gdzie przewodnicy z przyjemnością kierują swoje kroki. Tu, w cieniu misternie tkanych murów, snują opowieść o romańskim klejnocie zaklętym w kamień. Nie ma turysty, który by się nie zasłuchał, nie ma wycieczki, która nie chciałaby się tu zatrzymać.
Jest zatem rok 1179, gdy biskup Gedeon sprowadza, nad rozlewiska Kamiennej, braci spod znaku Świętego Bernarda. Na łące, skąpanej w świetle wschodzącego słońca, staje jeden z nich, w białym habicie, z czarnym szkaplerzem i, zdrożony daleką drogą, stawia tu krzyż. Biali Bracia, siewcy wiary, stają się także propagatorami postępu technologicznego, a samo opactwo, które za chwilę powstanie, swoistym perpetuum mobile.
Ora et labora
        Nie z ofiar, a przynajmniej nie tylko, a z pracy własnych rąk, tak właśnie na świętokrzyskiej ziemi ukorzeniali się Cystersi. Tu, w Wąchocku, trzebili lasy, osuszali bagna, kopali rudy żelaza, eksplorując pobliskie pagórki odnajdywali czerwonobrunatny i ciemnożółty piaskowiec, który wykorzystano potem do budowy kościoła. A wizja tegoż była godna mistrza i europejskich świątyń.
Oto brat Simon. To on projektował wąchocki kościół, mając przed oczami włoskie świątynie o fasadach w pasy taki też wybudował tu. Lata skuwania i szlifowania budulca, cysterskie palce i dźwięk dłuta w kamieniu – to wszystko wciąż tkwi w murach tej świętokrzyskiej perły.
Kościół pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny i Świętego Floriana, który powstał na początku XIII wieku, to kwintesencja maryjności, To Ona trzyma pieczę nad całością świętokrzyskiego sacrum, a samych braciszków pod płaszczem. Spotkamy więc Matkę Bożą Miłosierdzia w prezbiterium, zaś w nawach południowej i północnej malowidła przedstawiające odpowiednio Zaśnięcie Maryi oraz Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny.
        Niezwykły klimat tego miejsca oddaje również gra światła, wpadające, przez prezbiterialną rozetę, promienie słońca rozpraszają mrok nawy głównej, odwołując się tym samym do cysterskiej zasady: Światło od wschodu. O tym zaś, że kościół jest orientowany czyli kierowany prezbiterium na wschód, przypominać nie musimy, a jeśli musimy, to pozostawimy to przewodnikom świętokrzyskim, niech na kolejnej wycieczce mają trochę przyjemności w wyjaśnianiu zawiłości.
Ta trójnawowa bazylika szczyci się również Kaplicą Ukrzyżowania, słynącą z antepedium ołtarzowego przedstawiającego Matkę Bożą okrywającą Cystersów płaszczem. Nie bez przyczyny zresztą. Z kart opackich legend dowiadujemy się o pewnym mnichu, który miał widzenie siebie w raju. I tak sobie chodził i chodził, tu żarcik z jednym świętym, tam słóweczko z aniołem, gdzie indziej znów akt strzelisty, aż w końcu wszystkie zakony wychodził, tylko Cystersów nigdzie nie spotkał. I, gdy w końcu rozżalony, do Matki Bożej podszedł i i nieśmiało o współbraci zapytał, ta odchyliła bogato zdobiony płaszcz i oczom braciszka ukazali się zakonnicy uczepieni maminej spódnicy. Od tej pory do Cystersów przylgnęła łatka maminsynków, a oni sami powtarzają słowa Maryi, która tak ich miała kochać, że nie opuszczała ich na krok.
        Architektura cysterska ma pewien schemat, musi być przystosowana do realizacji głównych założeń zakonu czyli modlitwy i pracy, a zatem oprócz, wymienionego już kościoła, musi być klasztor, zabudowania gospodarcze i okalający to wszystko mur. Gdy przybędziecie z wycieczką do Wąchocka  właśnie taki widok zastaniecie.
Otwórzmy zatem kute w żelazie drzwi i przejdźmy się krużgankami, w których, niczym w aorcie krew, tętni klasztorne życie. Po tych pierwotnych, XIII wiecznych, pozostały jedynie łuki w ścianach, zaś pod posadzką mają spoczywać szczątki, pomordowanych przez Tatarów w 1260 roku, zakonników.
       Tu przechadzają się mnisi pogrążeni w cichej modlitwie, tu też witają turystyczną brać i prowadzą do strzeżonego przez dwa, misternie rzeźbione, biforialne otwory okienne, kapitularza. Uważany z najpiękniejsze romańskie wnętrze w Polsce, pierwotnie pełnił funkcję kaplicy grzebalnej dla wąchockich opatów, później zaś odbywały się narady kapituły klasztornej. Dziś można wziąć udział w pokazowych obłuczynach, które odbywają się tu w ramach imprezy pod nazwą Mnisi i Hutnicy. Poziom kapitularza, niższy od poziomu krużganków, pokazuje pierwotne sytuowanie klasztoru. Warto pójść za bystrym, przewodnickim okiem i zwrócić uwagę na szczególnie bogatą dekorację głowic kolumn. Przepiękne kombinacje ornamentów roślinnych łączą się ze światem zwierząt, zdobiącym , tym razem, kolumnowe bazy. Poproście przewodnika o poprowadzenie do karceru. Cóż, bowiem, może być milszego niż myśl, że nawet braciszkowie zakonni swoje za uszami mieli?
        Klasztor to także fraternia o palmowym sklepieniu, wspartym na jednym, potężnym kamiennym filarze. Stąd już blisko do, jedynego w opactwie, miejsca, które przetrwało w niezmienionej postaci. To refektarz – wspólna jadalnia zakonników, miejsce objęte klauzurą klasztorną, ale udostępniane do zwiedzania. Tu, jak nigdzie indziej, czuć ducha wieków, łatwo można sobie wyobrazić stoły pełne serów, ryb i mięsiwa, a w pucharach klasztorne piwo... a i o ówczesnego mnicha nietrudno, bo w południowo – wschodnim wsporniku zachowała się niewielka rzeźba w postaci głowy zakonnika.
Coś w tej klasztornej kuchni musiało tkwić, skoro mawiało się, że:
Milszy mu łosoś, czy inna ryba słona
Niż Księga Przysłów Króla Salomona
        Bezpiecznie jeśli uczciwie – tak nas witał i tak będzie żegnał napis na Wieży Rakoczego, przez którą prowadzi główne wejście do cysterskiego przybytku. Jeśli z uczciwym zamiarem wchodzisz, z zamiarem zanurzenia się w niezwykłej historii, to opactwo odkryje każdy, nawet najmniejszy sekret, zaprosi na pierogi, ucieszy, chętnym do pogaduszek, bratem, może nawet samym Opatem....
        Ale to miasto, od 1454 roku, to także mjr „Ponury”, który przysiadł na rynku, Cichociemny za którym idzie legenda; to także kapliczka na Wykusie, kryjąca tych, którzy tu polegli, mogły rozsiane w lesie, to także wąchocka kwatera Langiewicza. Tyle, że to temat na kolejny wpis.
        To także dowcipy, o które nikt się nie obraża, a dumny sołtys na pomniku dobitnie to potwierdza. Ich historia stanowi również ciekawostkę. Kiedy w 1454 roku mieszkańcy Wąchocka otrzymali, wraz z prawami miejskimi, prawo do darmowej wycinki drzew, stało się to zarzewiem niesnasek między uprzywilejowanymi „grumbkam”, a nowo osiedlającymi się przybłędami. To właśnie te napięte stosunki miały stać się przyczynkiem do, znanych w całej Polsce, żartów.
        Niezwykła historia miasta, które straciło prawa po 415 latach, czarna, żałobna biżuteria w cysterskim muzeum, ponowne odzyskanie praw, to długa i ciekawa opowieść. Idealną na wycieczkę z najlepszymi świętokrzyskimi przewodnikami.
Aneta Marciniak
Wycieczka do Wąchocka
Wycieczka do Wąchocka